Praktykowanie prawdy według myśli Edyty Stein


Już zacny Diogenes zadając pytanie o źródło prawdy, przeczuwał zbliżanie się epoki "wątpiących serc i zatęchłych umysłów". Pisał o tym Cyprian Kamil Norwid w swoim Milczeniu: "Diogenes (...) w księgozbiorze Akademii widząc zapracowanych starców, pytał, kto by to byli? - odrzeczono. - Te wielkie słowa jego i inne brzmiące żywo, jakby wczora rzeczonymi były, nie spotkały były na razie naszego spółczesnego uśmiechu i ostrzeżenia, iż ".

Praktykować prawdę? Szukać mądrości? Być czujnym i umiejętnie rozróżniać dobro od zła?

Tak jak wielki poeta podnosił kwestię prawdy, tak i Edyta Stein widziała potrzebę jej zgłębiania i praktykowania. Pisała: "Droga do celu jest jednak wąska, kamienista i trudna. Wielu na niej ustaje. Niektórzy wychodzą zaledwie poza początki i tylko bardzo mała liczba ludzi cel osiąga. Winę ponoszą tu niebezpieczeństwa drogi: niebezpieczeństwa ze strony świata, złego ducha, własnej natury, a także z powodu niewiedzy i braku umiejętnego kierownictwa. Dusze nie rozumieją, co się w nich dokonuje i rzadko znajdują kogoś, kto umie im to wytłumaczyć".

Jak szukać prawdy, by nie ulec ułudzie i nie dać się zwieść podszeptom szatana? Edyta Stein poprzez swoje życie i dzieło dostarcza nam wskazówek na tej wędrówce do prawdy. Do prawdy o człowieku i jego miejscu w świecie. Dotrzeć do niej można tylko przez ciasną bramę, tak często odrzucaną przez fałszywych proroków. Podobnie i dziś wielu widzi w niej zagrożenie dla wolności, sposobu życia, wyznawanych zasad.

Edyta Stein była przekonana, że planując i realizując życiowe cele, człowiek powinien oprzeć się na Bożym planie. Tak pisała w Bycie skończonym: "Co nie leżało w moich planach, leżało w planach Boga. I im częściej coś takiego mnie spotyka, tym żywsze jest we mnie przekonanie płynące z wiary, że - gdy się patrzy od strony Boga - nie ma przypadków i że całe moje życie aż do najdrobniejszych szczegółów zostało nakreślone w planach boskiej Opatrzności i przed oczyma wszystko widzącego Boga prezentuje się jako doskonałe powiązanie sensu". Świat, który onieśmielał barwnym wachlarzem możliwości, sam nie był w stanie dać jej zadowalającej odpowiedzi na pytanie o sens rzeczy i istnienia. I choć cierpliwie poszukiwała prawdy w nauce, w filozofii, to ostatecznie w mistyce odnalazła ukochaną towarzyszkę życia.

Powołaniem człowieka jest dążenie do prawdy, która przekracza jego samego. Bez odniesienia do niej każdy człowiek zdany jest na samowolę ludzkiego osądu. "Rezultat jest taki, że - zamiast wyrażać jak najpełniej dążenie do prawdy - rozum chyli się ku samemu sobie pod brzemieniem tak rozległej wiedzy, przez co z dnia na dzień staje się coraz bardziej niezdolny do skierowania uwagi ku wyższej rzeczywistości i nie śmie sięgnąć po prawdę bytu" - czytamy w papieskiej encyklice Fides et Ratio, której fragmenty brzmią niemal jak komentarz do drogi poszukiwań Edyty Stein. Człowiek musi rozpocząć swoje poszukiwania w oparciu o jakiś solidny fundament, i nawet wtedy gdy jego wiara ulega zachwianiu - tak jak u Edyty - nie zaprzestawać poszukiwań prawdy i wciąż zadawać pytania o sens rzeczy i własnego istnienia. Edycie prawda nie jawiła się jako oczywistość, a nauka nie wystarczała do odkrycia prawdziwego sensu życia. Z tego powodu przeżywała ból i cierpienie, ale szukała dalej. Pozwoliła swojej intuicji i sercu na otwarcie się, na przyjęcie czegoś potężniejszego, wiecznego. Dostrzegła światło, które skierowało ją do zakamarków duszy i odsłoniło jej głębię. Co było źródłem tego światła? Swoje poszukiwania czerpała z doświadczeń ludzi światłych i mądrych. Takimi dla Edyty Stein byli Teresa Wielka i Jan od Krzyża, nad dziełami których medytowała, a także Tomasz z Akwinu i kardynał Newman, których pisma tłumaczyła. Nie bez znaczenia dla kształtowania jej myśli miał też papież Pius XI, który wydał encyklikę Divini illius Magistri, dokument uważany za jeden z ważniejszych głosów Kościoła na temat wychowania. Zagłębiając się w pisma teologów i ludzi Kościoła, kształtowała chrześcijańską postawę i umiejętność uświęcania każdej chwili i każdej sytuacji w życiu. Chciała mieć coraz lepszy i pełniejszy obraz poznania rzeczywistości. Zgłębiała myśl św. Augustyna, a mistyka duchowych mistrzów Edyty, tj. Teresy z Ávila i Jana od Krzyża znacząco wpłynęła na jej poglądy o człowieku, jego istocie, nieredukowalności i miejscu w świecie. Wizja człowieka praktykującego głębokie życie duchowe, zanurzonego w modlitwie i kontemplacji była Edycie szczególnie bliska. "Przykład świętych - pisze Edyta - wyraźnie pokazuje, że gdzie wiara jest żywa, tam treść życia stanowią nauka wiary i dzieła Boże, a wszystko inne schodzi na drugi plan".

Człowiek może dojść do prawdy o samym sobie jedynie w spotkaniu z Bogiem. Nie znając prawdy o sobie, poznajemy ją na drodze relacji z innym, ale nade wszystko na drodze relacji z Bogiem. "Ograniczenia rozumu i niestałość serca często zaciemniają ludzkie poszukiwania i sprowadzają je na błędne drogi. Różne inne dążenia mogą okazać się silniejsze niż prawda. Zdarza się też, że człowiek ucieka wręcz przed prawdą, gdy tylko dostrzeże ją z oddali, gdyż lęka się jej konsekwencji" - pisał papież w Fides et Ratio.

Gdzie bije źródło prawdy w człowieku? Prawda tkwi w jego duszy. To dusza decyduje o wyjątkowości człowieka, dzięki niej człowiek może otwierać się ku wnętrzu, w niej zbiega się duchowość oraz zmysłowość, wzajemnie się przenikając. Dusza ma dostęp do wszystkich naszych przeżyć, ona stanowi o naszej indywidualności, ona nadaje naszym relacjom, zachowaniom odrębny i niepowtarzalny rys.

Dlaczego zatem zaniedbujemy duszę? Karmimy ją niewłaściwie, zubożamy ją, zadajemy jej ciosy, raniąc i kalecząc, deformując jej tworzywo. Dusza odgrywa ogromną rolę na płaszczyźnie relacji człowiek - Bóg, ma ona przecież odzwierciedlać obraz Boży w człowieku, to w niej jest przestrzeń zjednoczenia człowieka z Bogiem. Jeżeli życie ogranicza się tylko do przyjmowania zewnętrznych wrażeń, żądz i pragnień, wówczas staje się bezrefleksyjne, naiwne, bezwolne, jałowe.

Prawda o człowieku objawia się także w tym, jak wyraża siebie w miłości. Miłość to czystość patrzenia na człowieka, wolna od złudzeń, nieprawdy, osądów, uprzedzeń, stereotypów. Dzięki niej człowiek może wczytać się w drugiego, przejąć się jego sprawami i uczestniczyć w jego życiu. Miłość nie poniża, nie dominuje, ale pragnie służyć i szanować, jest pełna oddania. Miłość to realizacja najwyższego dobra człowieka: "Miłość służebna to miłość świadczona każdemu stworzeniu, by osiągnęło swoją pełnię".

Broniąc indywidualności i kreatywności człowieka Edyta Stein stoi po stronie jego wielowymiarowości w istnieniu świata. Bóg wskazuje drogę, nadaje jej sens, a człowiek ma iść po śladach wyznaczonych przez Boga, w codziennej realnej obecności Stwórcy, zachowując wolność i świadomość swojej indywidualności. Człowieczeństwo zawsze zaszywa się w jakiejś jednostce, która osiąga swoją pełnię przez rozwój, np. w rodzinie. Rodzina jest najbardziej naturalnym i najdoskonalszym wzorcem społeczności, w jej organizmie rodzi się nowe życie, w niej jest pielęgnowane i wzrasta do pełnej samodzielności. Jej rola ma zbawczy, a nie ekonomiczny charakter. Edyta przestrzega przed traktowaniem rodziny jako instytucji społecznej, w której pod ochroną prawa można zaspokajać swoje popędy. Oderwanie od naturalnego kształtu rodziny stanowi o jej degeneracji, powoduje przedmiotowe traktowanie jej członków, gdzie każdy jest jedynie narzędziem do zaspokajania potrzeb innego. Czy to zagubienie integralnej wizji człowieka i jego roli w społeczeństwie nie stało się udziałem naszych czasów? Dziś, gdy dominuje skupienie na prawach jednostki, ważne jest, by nie pozbawiać się refleksji, nie gonić za nowinkami czy niesprawdzonymi koncepcjami, ale poszukiwać prawdy, kontemplować rzeczywistość, dostrzegać jej metafizyczny wymiar.

Edyta jest zorientowana na obronę i rozwój człowieczeństwa, w centrum świata stawia człowieka, podkreśla godność osoby ludzkiej i jej wyjątkową rolę. Wydaje się, że święta obroniła się przed błędnym rozumieniem wartości człowieka i zagubieniem jego integralnej wizji. W pogoni za współczesnymi modnymi nurtami, daleka od relatywizmu nie odcina się od korzeni, sprawdzonych koncepcji, nie ulega propagandowym hasłom, ale bazuje na kompetentnych badaniach naukowych, metodologii, racjonalnych przesłankach. Edyta nie zawodzi, swoim życiem zaświadcza o mocy Chrystusa, o miłości Boga do człowieka.

"Bądź w oczach wszystkich tym, kim jesteś. Trzeba być w oczach każdego człowieka tym, czym się jest w oczach Boga", pisała Edyta. Niech jej słowa będą źródłem inspiracji dla każdego, kto szczerze poszukuje prawdy i wspólnego dobra. Niech obudzą nadzieję i pragnienie kroczenia drogą do pełni człowieczeństwa.

 

 Katarzyna Domańska

Artykuł ze strony: Opoka